Milena cz.I
Piątkowe
późne popołudnie. Kolejny upalny dzień odchodzi do historii. To,
że odchodził nie oznaczało, że aura stawała się lepsza. Nadal
było duszno i parno. Koszmar. To był prawdziwy koszmar. Słońce
wyssało życie z każdego.
Można było się zastanawiać: czy Bóg chce nas spalić?
Jeszcze wilgotny po niedawnej, bardzo odświeżającej kąpieli usiadłem na skórzanym fotelu. Ogarnąłem spadające mi na czoło włosy. Wykręciłem numer Mileny.
Odebrała po czwartym sygnale.
- Tak? - usłyszałem w słuchawce jej miły głos.
- Cześć Kotek - przywitałem się, jak to zwykle miałem w zwyczaju.
- Cześć - odpowiedziała, a ja wyczułem w jej głosie radosne nutki - Fajnie, że dzwonisz. Właśnie niedawno myślałam o tobie.
- Tak?! - zdziwiłem się – Bardzo się z tego cieszę. Ja też o tobie myślałem i już jakiś czas temu chciałem do ciebie zadzwonić, ale... Sama powiedziałaś, że sobie tego nie życzysz, więc z bólem serca powstrzymywałem się.. Ale teraz postanowiłem zaryzykować.
- To miłe z twojej strony. A jeśli chodzi o "niekontaktowanie się", to wcale nie jest tak, że sobie tego nie życzę, ale myślę, że tak będzie po prostu lepiej dla ciebie.
- Skąd wiesz co będzie dla mnie najlepsze?
- Nie wiem, ale tak po prostu czuję. Nie chcę cię zranić. Zresztą... Nie rozmawiajmy o tym teraz.
- Dobrze - zgodziłem się z chęcią - Jak sobie życzysz. Pomyślałem sobie, że może dzisiaj spotkalibyśmy się "na mieście"...
- A wiesz, że to dobry pomysł. Tylko, że nie mam dziś zbyt wiele czasu. Ale spotkać się na godzinkę, czy dwie, to bardzo chętnie.
- To powiedz tylko o której i gdzie.
- Może o ósmej, to znaczy o dwudziestej? Tam, gdzie zawsze?
- Okej.
Ucieszyłem się bardzo. Dawno się nie widzieliśmy i trochę się za Mileną stęskniłem. Wreszcie będziemy mieli okazję się spotkać i porozmawiać, bo na nic innego chyba dzisiaj raczej nie będzie można liczyć.
Lepszy rydz niż nic – stwierdziłem.
O umówionej porze czekałem już na Milenę. Spóźniła się tylko 15 minut, więc można powiedzieć, że w normie. Usiedliśmy w samym końcu sali naszej ulubionej knajpki.
- Przepraszam cię bardzo ale nie mam dziś zbyt wiele czasu – oznajmiła Milena zaraz na wstępie – O dwudziestej drugiej muszę już być w domu. Mam kilka rzeczy do zrobienia.
- Jasne. Biorę to, co dajesz. Czasem z bólem serca, ale...
- Powiedz mi: jeszcze nie masz mnie dość?
- Nie - zaprzeczyłem żywo - Dlaczego miałbym mieć cię dość? Może raczej tylko całej sytuacji... Trochę to denerwujące, że jest tak, jaki jest. Nasz związek wyobrażałem sobie całkiem inaczej.
- Mówiłam ci o tym już od samego początku. Ty jednak nie słuchałeś.
- Nic na to nie poradzę, że bardzo mi na tobie zależy.
- Daj sobie ze mną spokój. To naprawdę będzie najlepsze rozwiązanie.
- To nie takie proste...
- Dla mnie też, ale myślę rozważnie. Coraz bardziej mi na tobie zależy i właśnie dlatego myślę, że nie ma najmniejszego sensu, aby brnąć głębiej w ten związek. Najlepiej zostawić to wszystko tak, jak jest. Żyć chwilą i cieszyć się nią. Nie myśleć. Puszczać sprawę na żywioł. A gdy minie uniesienie wrócić do swojej bajki.
- Łatwo ci to przychodzi.
- Właśnie nie. Coraz trudniej...
- Więc dlaczego uciekasz?
Milena uśmiechnęła się smutno.
- Nie ma szans, że dzisiaj pojedziemy do mnie?
Pokręciła przecząco głową.
- Nie. Dzisiaj naprawdę nie, ale jeśli nadal będziesz miał ochotę, to jutro mogę do ciebie przyjechać.
- Chcę. Bardzo chcę – odpowiedziałem - Wiesz... Tu nie chodzi tylko o seks. Po prostu lubię z tobą być.
- Wiem – pokiwała głową - Ale ja mam na to wielką ochotę.
Wow. Jutrzejsze spotkanie zapowiadało się więc obiecująco. Mogłem się z tego tylko cieszyć...
W nocy długo myślałem o Milenie, o mnie, o nas i o naszym związku,
Zdjęcia: www.sexeo.pl









Komentarze
Prześlij komentarz