Zew natury cz.III
Wprowadziłem członka do pochwy Ariadny od tyłu. Przytrzymując go w odpowiedniej pozycji wepchnąłem bez trudności w wilgotną szparkę. Ariadna jęknęła z rozkoszy. Wewnątrz była tam bardzo ciasna i wyraźnie czułem, jak ścianki jej pochwy otaczały szczelnie moją nabrzmiałą pożądaniem męskość. Poczułem się bardzo dobrze. Moje pchnięcia były z początku powolne, ale dobitne i dochodziły aż do końca. Zanurzałem swojego penisa aż po same jądra.
Z każdą chwilą przyspieszyłem. Można było odnieść wrażenie, że to zwykła seksualna "młócka" mająca na celu rozładowanie zgromadzonego napięcia i jak najszybsze wypróżnienie się. Tak właśnie było.
Pieprzyliśmy się bez żadnego uczucia. Widzieliśmy się po raz pierwszy w życiu, a więc normalnym jest, że nic głębszego do siebie nie czuliśmy.
Zadziałał instynkt, zew natury.
Tak.
To natura zbliżyła nas do siebie i nakazała: "Idźcie się bzykać". My posłusznie to uczyniliśmy.
Wsadziłem penisa do jej cipki.
Miałem fiuta w cipce.
Ona miała fiuta w cipce.
Teoria względności jak jasna cholera...
Posuwałem więc Ariadnę i byłem coraz gwałtowniejszy. Coraz bardziej nakręcałen się i wchodziłem głębiej w tą cudowną przestrzeń. Mocno, ostro, bez pardonu odbywaliśmy niesamowity i nieoczekiwany stosunek płciowy.
"Spotkali się i poruchali" – to było dobre określenie. Zew natury wciąż pchał nas przed siebie prosto w objęcia rozkoszy.
Skoro mowa tu o zewie natury i przebudzeniu się najdzikszych instynktów, które do tej pory były głęboko tłumione wewnątrz mnie, to pozycja od tyłu była tu szczególnie na miejscu. Pasowała jak mało co i rzadko kiedy.
Mogłem dominować nad Ariadną w każdym szczególe i sterować całym naszym stosunkiem. Korzystałem z tego jak mogłem.
Nieważne było, że nie mieliśmy ze sobą kontaktu wzrokowego. Ta pozycja nie sprzyja bliskości, ale przecież nie o to nam chodziło. Chcieliśmy tylko dać upust swoim tłumionym wcześniej pragnieniom i zaznać jak największych rozkoszy. Rozpłynąć się w mistycznych doznaniach.
Obudził się mój pierwotny instynkt myśliwego– zdobywcy. Miałem pełną kontrolę nad Ariadną. Była całkowicie ode mnie zależna. Dominowałem nad nią. Ode mnie zależało wiele. Między innymi tempo i głębokość stosunku.
Widok seksownych pośladków Ariadny, które poruszały się w rytm moich pchnięć dodatkowo mnie nakręcał.
Ariadnie też musiało być bardzo dobrze. Dostarczyłem jej sporą dawkę rozkoszy. Wchodziłem w nią naprawdę głęboko. Pieścił m rękami jej ciało, całowałem kark, szepnąłem do ucha przeróżne świństewka rodem z najdzikszych pornosów.
Ariadna jęczała z rozkoszy coraz głośniej. Byłem zmuszony nawet przytkać jej usta dłonią, aby nie zwrócić na siebie uwagi osób będących na zewnątrz, które mogły przypadkowo przechodzić obok.
Byłaby to zupełnie niezła wtopa, chociaż z drugiej strony: zwisało mi to, jak kilo kitu na agrafce i powiewało serdecznie.
To by było nawet niezłe!
Całkiem niezłe rypańsko!
Koniec
Zdjęcia: www.sexeo.pl
Komentarze
Prześlij komentarz