Niezły balecik w trójkącie

- Mogę pójść z którymkolwiek z was. Nieważne którym. Albo nawet z dwoma naraz. Co wy na to? - odezwała się Brygida patrząc na nas uważnie. Z Waldkiem spojrzeliśmy na siebie. Takiego obrotu sytuacji żaden z nas się nie spodziewał. W oczach Waldka zobaczyłem wielką ochotę na niczym nieograniczoną przygodę. W moich zresztą też. Przyszliśmy tu właściwie w tym celu. Chcieliśmy coś poderwać. Był piątkowy wieczór, a więc najbardziej odpowiedni czas, by nie spędzić go samotnie przy telewizorze, z flaszką i zagrychą na stole. Poznaliśmy Brygidę w klubie. To ona pierwsza do nas podeszła. - Hej panowie - powiedziała - Co wy tu tak sami siedzicie? Tak się zaczęło. Brygida dosiadła się do naszego stolika i rozpoczęliśmy miłą konwersację. Na moje oko Brygida miała około czterdziestki. Plus – minus pięć lat. Była bardzo zadbana i dystyngowana. W fioletowej spódnicy z dużym dekoltem. Na nogach czarne pończochy i eleganckie buciki na szpilce. Jakby wyjęta z jakiegoś żurnala. Taka powiedziałbym: da...