Autostopowiczka cz.I
Mogłem
mieć tylko nadzieję, że nie wpierniczyłem się na jakąś minę,
zgadzając się na podwózkę młodej dziewczyny do niedaleko
położonej miejscowości. Spotkałem ją na stacji benzynowej, gdzie
zatrzymałem się, aby zatankować i napić się kawy. Musiałem się
trochę wzmocnić kofeiną, bo od kilku godzin byłem w
drodze.
Właściwie,
to chyba ona mnie wypatrzyła. Stała przy samochodzie, gdy do niego
podszedłem i spytała, czy mógłbym ją podwieźć. Zgodziłem się,
tym bardziej że jej miejscowość była po drodze.
Zwykle
nie biorę autostopowiczów, ale tu jakoś zrobiło mi się żal
dziewczyny, bo powoli zapadał zmrok. Szkoda by było, gdyby miała
sama włóczyć się po tym pustym, skądinąd terenie.
–
Jasne
– odparłem na jej propozycję.
Miałem
pewne wątpliwości, ale dziewczyna nie wyglądała groźnie i chyba
naprawdę potrzebowała, aby ktoś ją podwiózł.
Była
młoda i bardzo ładna. Ubrana była typowo po młodzieżowemu w
biały, ale troszeczkę już sfatygowany T-shirt, jeansowe
spodnie i adidasy. Miała ze sobą niewielki plecak.
Wsiedliśmy
do mojej Reni.
–
Proszę
zapiąć pasy – odezwałem się.
Dziewczyna
zrobiła to bez wahania.
–
Mogę
wiedzieć, jak masz na imię? – spytałem.
–
Renata
– odpowiedziała.
O,
proszę... jaki przypadek... dziewczyna miała na imię Renata, ja
swój samochód nazywałem Renia ze względu na to, że był to
Renault. Uśmiechnąłem się pod nosem. Powiedziałem to na głos,
wywołując delikatny uśmiech także na jej twarzy.
–
Ja
mam na imię Darek – uznałem za stosowne przedstawić się.
–
Bardzo
mi miło.
Moja
pasażerka miała bardzo miły głos. Taki delikatny. Sama zresztą
wyglądała na bardzo delikatną, czy nawet kruchą. Takie odniosłem
wrażenie.
Przez
jej twarz przeleciało coś w rodzaju uśmiechu, ale chyba raczej był
to tylko uśmiechu cień. Krótkotrwały, ulotny i praktycznie
niezauważalny. Ruszyliśmy.
–
Wracasz
do domu? – zadałem kolejne pytanie.
–
Tak
– odpowiedziała i natychmiast odwróciła wzrok.
Przez
cały czas wpatrywała się uważnie w krajobraz, który przepływał
obok nas.
– Ze
szkoły?
– Tak.
–
Nareszcie
wakacje, co?
–
Tak.
Renata
nie była rozmowna. Do mistrzyń konwersacji z pewnością nie
należała, w przeciwieństwie do mnie, bo ja lubię mówić, a
szczególnie wtedy, gdy mam towarzystwo. Kiedy więc z kimś jadę,
to nie lubię podróżować w milczeniu, ale akurat tutaj rozmowa nam
się wyjątkowo nie kleiła. Szkoda, ale okej. Mówi się trudno.
Sięgnąłem ręką i włączyłem radio. Niech przynajmniej muzyka
wypełni tę pustą i niezwykle cichą przestrzeń.
–
Mam
nadzieję, że radio nie będzie ci przeszkadzało?
–
Nie,
nie – odrzekła, odwracając wzrok na chwilę od szyby.
Z
radia popłynęły dźwięki utworu RaIsa zespołu Strachy na
Lachy.
Ups...
ależ faux-pas. Tego absolutnie się nie spodziewałem. Chciałem
natychmiast zmienić szybko stację, ale moja pasażerka powstrzymała
mnie.
– Proszę
zostawić – powiedziała – Bardzo lubię tę piosenkę.
To
było najdłuższe zdanie, które padło z jej ust. Jakiś progres
więc następował. Utwór sączył się z głośników w swoim
tempie. Podświadomie zacząłem sobie podśpiewywać w duchu tekst
piosenki, aczkolwiek bez żadnych dwuznacznych skojarzeń z siedzącą
obok dziewczyną.
–
Nie
bałaś się wsiąść do samochodu zupełnie obcego faceta? –
spróbowałem jeszcze raz nawiązać konwersację.
–
Nie
– uśmiechnęła się – Pan wygląda... wyglądasz na porządnego
człowieka, więc chyba nic mi z twojej strony nie grozi. Zresztą
nic gorszego już mnie raczej nie spotka.
Wtedy
te słowa uszły mojej uwadze. Przypomniałem sobie o nich dopiero
później.
Mojej
uwadze nie uszedł jednak pewien szczegół, kiedy mijaliśmy
przydrożny krzyż, przy którym paliło się dużo zniczy. Renata
wpatrywała się z uwagą i jakby natarczywie w ten punkt. Kiedy
odwróciła twarz w moją stronę, zauważyłem jej zaszklone łzami
oczy.
Być
może ten punkt był dla niej ważny i zdarzyło się tutaj coś
niezwykle istotnego, ale w delikatności swojej postanowiłem nie
pytać o tę kwestię. Skupiłem się na drodze.
Przydrożne
drogowskazy mówiły wyraźnie, że zbliżamy się do celu podróży.
Rzeczywiście upłynęło dosłownie kilka minut i zatrzymałem
samochód przed odpowiednim numerem.
–
Jesteśmy
na miejscu – odezwałem się – dotarliśmy bezpiecznie i bez
żadnych zbędnych perturbacji.
–
Tak
– potwierdziła moja pasażerka – Jesteśmy na miejscu. Jak mogę
się odwdzięczyć za podwiezienie.
–
Nie
ma takiej potrzeby – odrzekłem – to była dla mnie prawdziwa
przyjemność.
– Ale
jednak mimo wszystko, może mogłabym coś dla ciebie zrobić?
–
Dziękuję,
ale naprawdę nie potrzeba.
Siedzieliśmy
jeszcze w samochodzie. Renata dopiero teraz odpięła pasy
bezpieczeństwa. Odwróciła się w moją stronę. Szybkim ruchem
złapała za spód swojej koszulki i ściągnęła ją z siebie. Ten
ruch odsłonił jej bardzo ładne i zgrabne piersi. Naturalnym ruchem
podjechały nieco w górę, by po chwili opaść. Renata w
międzyczasie poprawiła swoje włosy.
W
pierwszym momencie wprost mnie zatkało. Rzadko zdarzało mi się być
tak zaskoczonym, jak właśnie w tej chwili. Zaskoczony, zmieszany i
na pewno troszkę zakłopotany całą sytuacją.
Komentarze
Prześlij komentarz