Autostopowiczka cz.II




Z moich ust wyrwał się nawet jakiś dziwny dźwięk. Takie coś, w stylu: yyy...
Dziewczyno, co ty robisz?!
Pomyślałam, że może zrobię ci chociaż laskę.
Oszalałaś?!
Moje zdziwienie, oszołomienie i tym podobne odczucia wprost we mnie kipiały.
Nie mów, że tego nie lubisz?
Lubię, nawet bardzo, ale...
No, więc o co chodzi? – przerwała mi.
O zasady.
Jest przecież taka zasada: coś za coś.
Może, ale jest też jeszcze coś takiego, jak bezinteresowność.
Moje osłupienie nie ustępowało. Nawet, muszę stwierdzić, że czułem się, jak zamurowany. Skamieniałem w całym znaczeniu tego słowa. Patrzyłem na jej postać, będąc w pełnym szoku i niesamowitym zamętem w głowie. Patrzyłem na półnagą Renatę i już naprawdę nie wiedziałem, co o tym mam myśleć.
Była bardzo zgrabna. Jej piersi, średniego rozmiaru cytrynki, przykuwały mój wzrok, ale dostrzegałem także twarz mojej pasażerki. Wszystko to składało się na bardzo niezwykły obraz.
JPRDL. O co tu biega?
Nie to, żebym był niewrażliwy i nie czuły na tak cudowne bodźce i niezłą laskę, ale coś mnie powstrzymywało. Najgorsze, że nawet nie wiem co.
Może robię się już stary lub przerażająco poważny? Nie wiem.
Możliwe, że jeszcze niedawno skorzystałbym z nadarzającej się okazji i wychwalał ją pod niebiosa. I jako typowy podrywacz byłbym wprost w siódmym niebie. Ale teraz?
Ja też chciałam bezinteresownie podziękować za dużą przysługę – głos Renaty usłyszałem jak zza ściany, bo głośniej krzyczały moje myśli rozbiegane to tu, to tam.
Renata wyciągnęła ręce w moim kierunku i poczułem je w okolicach pasa, a dokładniej rozporka. Tutaj zareagowałem zdecydowanie szybciej. Złapałem Renatę za nadgarstek.
Proszę... nie. To nie jest absolutnie konieczne. Chciałem ci pomóc i pomogłem. To wszystko. Wystarczy zwykłe dziękuję.
Naprawdę?
Tak.
Renata zaczęła ubierać swą koszulkę. Przyznaję, że w tym momencie głęboko odetchnąłem.
To w takim razie, bardzo dziękuję za podwiezienie i przepraszam za ewentualne kłopoty.
Proszę – odpowiedziałem – a kłopotów żadnych nie było. Ja także dziękuję.
Pełny Wersal po obu stronach.
Renata szybko przysunęła się w moją stronę i cmoknęła mnie w policzek. To było niespodziewane, ale bardzo miłe i myślę, że raczej nie kłóciło się z tym, co tłumaczyłem Renacie wcześniej. Pocałunek był bardzo niewinny, więc mieścił się w ogólnie przyjętych granicach. Zauważyłem jednak coś innego. Jej pocałunek był bardzo zimny. To znaczy: usta Renaty były bardzo zimne. Chłód na moim policzku był bardzo wyraźny. Chociaż, być może wszystko mi się wydawało.
Dziewczyna otworzyła drzwi, wzięła plecak i wysiadła, by po chwili wejść na podwórko domu, przy którym staliśmy. Zauważyłem, że w budynku świecą się światła, więc poczekałem jeszcze chwilkę aż Renata zrobi kilka kroków w stronę drzwi.
Przekręciłem kluczyk w stacyjce, wrzuciłem bieg i ruszyłem w swoją drogę.

Musiałem nieco się cofnąć, do drogi głównej. W każdym razie ponownie minąłem osamotniony krzyż przy drodze. Zatrzymałem się, cofnąłem i wysiadłem.
Takich miejsc jest bardzo dużo. Krzyże stoją w miejscach tragedii. Upamiętniają ją, ale są też przestrogą. Zawsze czuję gęsią skórkę. Każde takie miejsce to tragedia ludzka i trzeba się nad nią pochylić z pokorą.
Takie miejsca są niesamowite. Postałem chwilę pełen zadumy na poboczu, przy krzyżu. Znicze płonęły chybotliwymi ognikami. Przy krzyżu położone były także kwiaty. Musiały być położone niedawno, bo były jeszcze świeże.
Wsiadając do samochodu zauważyłem, że na siedzeniu pasażera, delikatnie wciśnięta w oparcie leży biała, haftowana ręcznie chustka. Jedno było pewne. Ta rzecz musiała należeć do mojej pasażerki. Niby niewiele znaczyła, ale przecież mogła okazać się bardzo ważną. Spojrzałem na zegarek. Pora nie była jeszcze zbyt późna, postanowiłem, że wrócę i oddam chusteczkę Renacie. Zawróciłem i ruszyłem po raz kolejny przed siebie.
Furtka była zamknięta, ale od czego jest domofon. Nacisnąłem przycisk. Po chwili w głośniku usłyszałem damski głos, ale nie należał on chyba do Renaty.
Kto?
Dobry wieczór – odezwałem się – przepraszam za późną porę, ale niedawno podwoziłem tutaj Renatę i ona zostawiła u mnie w samochodzie chusteczkę. Chciałem ją zwrócić...
Co?! – głos mojej rozmówczyni stał się bardziej wzburzony.
Nie zdążyłem odezwać się ponownie, jak usłyszałem dźwięk zamka przy furtce, a w domofonie słowa:
Proszę wejść.
Odważnie przekroczyłem więc furtkę i skierowałem się w stronę drzwi, które po chwili otworzyły się i stanęła w nich kobieca postać. Kobieta była bardzo podobna do Renaty, ale im bardziej do niej się zbliżały, tym bardziej przekonywałem się, że to jednak nie ona. To prawda, że była podobna, a nawet bardzo podobna, ale jednak to nie była moja pasażerka. Osoba stojąca w drzwiach była starsza. Czyżby więc matka?
Na pierwszy rzut oka, klasyfikowałem ją na osobę mniej-więcej w moim wieku, to znaczy około czterdziestki.
Dobry wieczór – odezwałem się i chciałem od razu wyjaśnić powody mojego przebycia, ale gospodyni zaprosiła mnie do środka.
Usiedliśmy w dużym pomieszczeniu, które określiłbym mianem salonu. Gospodyni zaproponowała coś do picia, ale ja grzecznie odmówiłem. Chciałem po prostu oddać chustkę i zabierać się z powrotem w drogę.
Proszę mi opowiedzieć absolutnie wszystko – poprosiła.
Zacząłem więc snuć opowieść pod samego początku, aż do momentu, gdy przyjechaliśmy tutaj. Postanowiłem pominąć fakt, że Renata chciała mi zrobić dobrze ustami w podziękowaniu za podwózkę.
Czy to naprawdę wszystko? – spytała gospodyni.












Komentarze

Popularne posty z tego bloga

CIOTKA KATARZYNA Cz. I

Owoc bardzo zakazany cz.I

Złota Fantazja – Bianka cz.I