Uniesień szał cz.III

 






Jeżeli tylko miałem okazję doświadczać porannego przebudzenia w Krakowie, zawsze szukałem w tej porze dnia, symptomów znanych z piosenki "Krakowski spleen". Nie często na szczęście miałem okazję się z tym stanem utożsamiać. Żadnego przygnębienia i złości, żadnego ponurego nastroju, żadnej chandry oraz apatii. Dziś na pewno nie było to możliwe. Nadal czułem się, jakbym wylądował w całkiem innym wymiarze. Cudownym, wspaniałym, odjazdowym i olśniewającym. Słońce wysoko, wysoko świeciło pilotom w oczy i świecić tak będzie przez cały dzień, bo ten zapowiadał się niezwykle pogodnie. Na niebie nie było ani jednej chmurki, więc nie musiałem czekać na wiatr, co rozgoniłby ciemne i skłębione zasłony.

Niezwykle delikatnie wstałem z łóżka i podszedłem do okna, ciekawie przez nie wyglądając. Ulica była prawie pusta, ale wiedziałem, że ten stan nie potrwa długo. Było jeszcze dość wcześnie.

Nagle usłyszałem, jak otwierają się drzwi do pokoju. Natychmiast się odwróciłem i przysłoniłem dłońmi swe klejnoty. Zobaczyłem nieznaną mi dziewczynę. Mogłem się tylko domyślać, że była to Meskalina - koleżanka Sylwii.

Wysoka, o bardzo krótkich włosach obciętych na zapałkę, w niezwykle kolorowych ciuchach, przywodzących na myśl czasy hipisów i ciężkich glanach na stopach. Stanowiła dość ciekawe zjawisko.

Oboje przestraszyliśmy się nieco swego niespodziewanego widoku, który zabłysnął przed naszymi oczami zupełnie znienacka.

Meskalina uśmiechnęła się szeroko.

– Cześć – powiedziała wyciągając do mnie rękę – jestem Alina.

– Darek – przedstawiłem się i ja, ściskając jej dłoń.

– Miło mi cię poznać.

– Mnie również.

– Sorry, nie myślałam, że ktoś tu, oprócz Sylwii, jeszcze będzie.

– A jednak... – odezwała się Sylwia jeszcze zaspanym głosem – już wróciłaś?

– Tak – potwierdziła Alina – Wróciłam wcześniej, ale zaraz jadę dalej...

– Jak zwykle... Ty zawsze w pędzie – uśmiechnęła się Sylwia.

Nadal stałem przed nimi, jak ten typowy goły na rogu stodoły, z tym, że to nie była stodoła tylko pokój, a ja nie stałem w rogu, ale praktycznie na środku z dłońmi poniżej brzucha osłaniając przed wzrokiem dziewczyn swoją męskość. Dziewczyny rozmawiały ze sobą, jakby mnie tu nie było. Sytuacja była dosyć komiczna i pewnie niedługo sam będę się z niej śmiał. Na razie jednak zachrząkałem stanowczo. Dopiero wtedy zwróciły na mnie uwagę.

– O, sorry – odezwała się Sylwia wstając i wcale nie krępując się naszą obecnością.

Szybko nałożyła na siebie koszulkę i po chwili wyszła z pokoju. Zarówno ja, jak i Alina odprowadzaliśmy ją wzrokiem.

– Dmuchałbyś, jak w żagle? – spytała moja nowa znajoma.

– Może nie tak obcesowo i wulgarnie. Na pewno bym nie dmuchał, ale co najwyżej pieścił, kochał, niepotrzebne skreślić – uśmiechnąłem się nieco kwaśno.

– Ups... sorka. Kolega romantyk?

– Coś w tym stylu.

– Ale tak na stałe, czy tylko na pokaz?

– Na stałe. Od samego urodzenia. Romantyk, poeta, trochę artysta, romantyczna dusza, kochający namiętnie i intensywnie, czyli pełną gębą. Subtelny o wielkiej głębi, nie obawiający się okazywać swych uczuć i emocji. I tak dalej, i tak dalej... Chętnie rozwinąłbym bardziej tę myśl, ale trochę mi głupio stać na golasa przed nieznaną dziewczyną i opowiadać o tym, jaki to ja jestem romantyczny...

– Faktycznie – roześmiała się szczerze – sorki... Przyjdź do kuchni. Zrobię kawę.

Wreszcie zostawiła mnie samego, więc mogłem się ubrać, czyli: mniej więcej doprowadzić się do porządku.

– To dobra dziewczyna – stwierdziła Alina, gdy usiedliśmy przy kuchennym stole – nie zrób jej krzywdy.

– Nie zamierzam.

– To dobrze. Dawno się znacie?

– Od wczoraj...

Alina aż zagwizdała z wrażenia.

– No, no, no... ale mnie koleżanka zaskoczyła?!

– Ona siebie chyba też.

– To musiało być naprawdę wielkie uniesienie.

– Nawet cały szał uniesień. Przy tym obrazie się spotkaliśmy.

– Fiu, fiu... – Alina nie mogła wyjść z podziwu.

– O czym rozmawiacie? – spytała Sylwia stając w drzwiach pomieszczenia kuchennego.



– To twoja przyjaciółka? – spytałem Sylwię, gdy spacerowaliśmy popołudniową porą po Plantach.

– Tak. Przyjaźnimy się. A co? – zainteresowała się nagle i tak, jakby trochę spięła – jesteś nią zainteresowany?

– Nic z tych rzeczy. Ona mną też nie. Chyba bardziej tobą.

W tym momencie zapadła między nami chwila znaczącego milczenia.

– Jest lesbijką, prawda?

– Domyśliłeś się?

– Sama mi o tym powiedziała, zaznaczając przy okazji, że urwie mi jaja, jeśli cię skrzywdzę.

– Poważnie?

– Poważnie. Więc, jak to jest? Zechcesz mi o tym opowiedzieć.

– Tak. Meskalina jest lesbijką i kiedyś próbowała mnie uwieść. Nic na chama, po prostu próbowała, ale ja, mimo wszystko, nie byłam zainteresowana.

– Mimo wszystko?

– Rzucił mnie długoletni narzeczony. Nie mogłam się pozbierać i czasami nie dawałam rady. Ona chciała mi pomóc. Na swój sposób.

– Nie ma tego złego... – zacząłem – Teraz się przyjaźnicie.

– To dobra przyjaciółka – stwierdziła Sylwia i szybko zmieniła temat proponując, abyśmy poszli na kebaba.


Szał uniesień wciąż trwał. Dzisiejszej nocy także. Byliśmy niezmordowani w dawaniu sobie rozkoszy nawzajem. Zabieraliśmy siebie w niedostępne dla innych rejony i tam spełnialiśmy się w całości. Nie żałowaliśmy sobie niczego. Zawsze na maksa. To było niezwykłe.

Po raz pierwszy od bardzo długiego czasu, czułem się spełniony w stu procentach. Czułem się szczęśliwy. Naprawdę szczęśliwy.

Jak to życie dziwnie się plecie. Nie mogłem wyjść z podziwu nad jego zagmatwaniem, splątaniem i raptownym, nagłym wyjściem na prostą.

Tak w każdym razie czułem w tej chwili. Nie zamierzałem jej zaprzepaścić, ale wykorzystać w całości. Rzeczywiście, nie ma najmniejszego sensu żyć przeszłością i być zanurzonym tylko we wspomnieniach. Należy zacząć żyć. Jeśli się upadło, to trzeba się podnieść, otrzepać spodnie z kurzu i ruszyć dalej przed siebie. Wciąż mieć przed sobą cel i do niego dążyć. Najlepiej, aby ten cel miał kształt nierealnego, aby nigdy go nie osiągnął i nie osiąść tym samym na laurach. Iść, wciąż iść i dążyć do upragnionego celu. Życie, mimo wszystko, jest piękne.

Nie wiedziałem, jak to dalej będzie. Nie wiedziałem, jak to wszystko się potoczy. Chciałem jednak zanurzyć się w tę toń. Z Sylwią...






Koniec 

Zdjęcia: www.sexeo.pl




Komentarze

Popularne posty z tego bloga

CIOTKA KATARZYNA Cz. I

Owoc bardzo zakazany cz.I

Złota Fantazja – Bianka cz.I