Bez fabuły cz. I
Dobra. Okej. Właściwie może być bez fabuły. To nawet chyba niezły pomysł, bo po co komu kolejna, powtórzona po raz któryś fabuła. Wciąż taka sama, a zmieniają się tylko bohaterowie i otoczenie. Schemat wciąż jest taki sam. Taki sam do znudzenia. Ileż razy można to czytać? Niech więc będzie całkowicie bez fabuły. Niech więc będzie bez układu zdarzeń. Żadnego wprowadzenia i przedstawiania bohaterów. Bohaterami będą Ona i On. Ona, to będzie Ona i od ciebie zależy kto to będzie. A On, to Ja, ale możesz być to także i Ty. Chcecie? To przeczytajcie. Otóż... Lubię na nią patrzeć. Najbardziej, jak rozbiera się i całkiem naga chodzi po mieszkaniu bez żadnego skrępowania. Nie ma przecież powodu, aby się wstydzić i krępować. Mnie przecież tutaj właściwie nie ma, to znaczy fizycznie, bo ja jestem tylko narratorem. Ja tylko opowiadam o wydarzeniach, które nastąpiły lub następują w tej chwili. Jestem ich świadkiem. To ma swoje plusy. Dzięki temu ja też mogę bez żadnego skrępowania i wstydu spog...




Komentarze
Prześlij komentarz