Anaïs - Gdybyśmy byli po drugiej stronie lustra cz.II
Naprawdę ci się podobam? - spytała Anaïs. - Tak. Bardzo mi się podobasz - odrzekłem nie poznając własnego głosu. - Chciałbyś mnie mieć? - Bardzo - wyznałem - Od długiego czasu. Właściwie odkąd stałaś się kobietą. - I wciąż trzymasz to w sobie? - Tak. - Nie należy dusić w sobie swych pragnień. Należy wyjść im naprzeciw. Zrobić ten jeden krok, który zbliży do nich - odezwała się z iście profesorskim " zacięciem" w głosie. Zupełnie jakby to ona dysponowała większym doświadczeniem w tej materii. Jakby miała przed sobą niesfornego ucznia, którego trzeba sprowadzić na właściwą drogę, bo trochę pobłądził i się zagubił. - Jestem bardzo w tobie utopiony. Za bardzo! Nie powinienem. - Dlaczego? - Sam nie wiem, ale tak jest. - Bzdury. Wymyślasz sobie jakieś bzdurne komplikacje zamiast puścić sprawę " na żywioł" - Bo jestem cholernie skomplikowany. - Pomogę ci... - Niby jak? - Zobaczysz. Mówiąc to sięgnęła dłonią do mojego krocza i oparła dłoń na wzwiedzion...