Złota fantazja VIII
Położyłem się na łóżku i z rękami założonymi pod głowę wpatrywałem się w biały sufit. Niewielki kinkiet dawał tylko symboliczne światło. Można więc powiedzieć, że w pokoju panowała ciemność. To było mi na rękę, bo próbowałem zebrać do kupy wszystkie myśli i obrazy, które jednocześnie wciskały się w moją głowę. Przybierający na sile wieczorny mrok bardzo mi w tym pomagał. Przynajmniej powinien. Tak właśnie myślałem, ale rzeczywistość była całkiem inna, ten Wielki młyn, który był we mnie, nie ustępował ani nie zwalniał. Nadal więc byłem w czarnej dziurze, żeby nie powiedzieć inaczej. Chociaż, nie! To nie była żadna czarna dziura. Jak mogłem w ogóle tak pomyśleć?! Byłem w raju. Lepszego nie mogłem sobie wyobrazić nawet w najdzikszych i najbardziej perwersyjnych fantazjach. - Pamiętasz, że dzisiaj śpimy razem? – spytała Ania. - I nie tylko dzisiaj – dodała Hania. - Tak. Masz rację – przytaknęła jej siostra – Nie tylko dzisiaj, ale od dzisiaj... - Tak. Pamiętam – odpowiedziałem – Ale ...